10 maja 2017

Wyzwania wczesnej dorosłości

Młodość jest czasem, w którym dokonujemy przejścia. Przestajemy być dziećmi i mierzymy się z wyzwaniami dorosłości: odpowiedzialnością za siebie, za swoje funkcjonowanie społeczne, zawodowe i osobiste. Jest to też czas uczenia się odpowiedzialności za  innych.


Zadania młodego dorosłego


Tradycyjnie uznaje się, że po 20-25 roku życia w większym niż dotychczasowy stopniu podejmujemy zobowiązania wobec świata zewnętrznego, takie jak, podjęcie pracy zawodowej, budowanie intymnych, partnerskich związków, a czasem założenie rodziny. Jest to czas uczenia się odpowiedzialności za podjęte zobowiązania, snucia planów i szukania realistycznych sposobów ich realizacji. Ważną częścią życia młodego człowieka jest także zorientowanie na zdobywanie pozycji zawodowej i społecznej.

Wczesną młodość można podzielić na trzy główne etapy: wchodzenie w role, ich redefiniowanie i ponowne ustanowienie własnego dorosłego miejsca w świecie. Każdy z tych etapów wiąże się z wyzwaniami, każe znajdować rozwiązania uwzględniające zarówno ograniczenia i możliwości jakie mamy my sami, i jakie wiążą się z otoczeniem.


Relacje z innymi i budowanie intymnych związków


Jako młodzi dorośli przestajemy być osobami, które do przetrwania potrzebują innych i ich troski. Dziecięce skupienie na sobie zmienia się w zainteresowanie innymi. Potrafimy sami zadbać o zaspokajanie własnych potrzeb, uczymy się dorosłej samodzielności, a także potrafimy opiekować się innymi. W młodości zmienia się także system wsparcia. Ograniczamy wpływ osób, które były opokami naszego dzieciństwa. Czasem odrzucamy i izolujemy osoby, które nam do bieżącej wizji świata nie pasują i poszukujemy innych, nowych relacji.

Najważniejszym zadaniem tego okresu jest budowanie intymnych relacji. Jeżeli we wcześniejszych okresach życia nasz rozwój przebiegał prawidłowo, wchodząc w dorosłość mamy już zbudowaną wstępną tożsamość - wiemy kim jesteśmy i łatwiej jest nam mierzyć się z lękiem, że bycie w intymnym związku nas pochłonie i że w "my", zaginie nasze "ja". Pragnąc budować dorosłą więź, pragniemy i chcemy ofiarować drugiej osobie akceptację i troskę. Najczęściej realizujemy tę potrzebę poprzez wchodzenie w związki o charakterze erotycznym, zawiązując coraz bardziej trwałe relacje, czasem także budując przyjaźnie. Bardzo ważną sferą staje się seksualność. Wielu młodych dorosłych wchodzi w stałe związki i podejmuje decyzje o  posiadaniu dzieci.  W tradycji myślenia o rozwoju człowieka przyjmuje się, że dochodzenie do intymności może mieć różny przebieg u kobiet i mężczyzn. Ci drudzy najpierw chcą wiedzieć kim są, zanim wejdą w związek. Kobiety niejednokrotnie wciąż, mimo zmian społecznych, budują tożsamość po wejściu w rolę partnerki i matki lub robią to równocześnie.


Odpowiedzialność społeczna i kariera zawodowa


Wczesna dorosłość jest czasem podejmowania ról zawodowych. Stanem idealnym jest podjęcie pracy, która uwzględniając realia możliwości młodego człowieka, odzwierciedla jego ambicje i daje satysfakcję. Uniezależnianie się finansowe, sprawdzanie swoich umiejętności w świecie ludzi dorosłych, nie związanych z nami historią, określanie własnych oczekiwań jest dla wielu młodych ludzi niezwykle ważnym zadaniem tego okresu.

Często jest to także okres świadomości bycia obywatelem swojego państwa, czy członkiem społeczeństwa. Zyskujemy poczucie, że mamy wpływ i możemy brać odpowiedzialność także w szerszym aspekcie społecznym - solidaryzujemy się z osobami, z którymi społecznie się identyfikujemy, z którymi mamy wspólne cele, łącząc dziecięce przywiązanie do podobieństw z dorosłą odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Odrzucamy poczucie obowiązku i lojalność dziecka, nie jesteśmy też już zbuntowanymi, negatywistycznie nastawionymi, sztywnymi, czy ideologicznymi nastolatkami. Budujemy swój własny system wartości, jednak zbyt duże rozbieżności i różnorodność są wciąż trudne do przyjęcia.


Kryzys


Młodość jest czasem, gdy szczególnie silnie ujawnia się osobisty potencjał, jest to jednak okres związany z dużym stresem i ryzykiem utraty równowagi fizycznej i psychicznej. Jak każdy inny kryzys rozwojowy, także kryzys wczesnej dorosłości służy temu, aby stary porządek mógł się rozpaść. Temu procesowi towarzyszy zagubienie. Wiąże się on z nasileniem konfliktów wewnętrznych i międzyludzkich, przeżywaniem trudnych emocji (głównie niepewności, zagrożenia) i tęsknoty za odchodzącym światem. Jest to także czas nadziei na przyszłość i robienia przestrzeni dla nowego porządku, nowych zadań i umiejętności. 

Anna Gradkowska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI

21 kwietnia 2017

Macierzyństwo jako rozwój



Początki macierzyństwa to moment kryzysu (o kryzysach rozwojowych pisaliśmy tutaj, a o początkach macierzyństwa tutaj). Jest on wynikiem nieuniknionego przeobrażania się życia młodej matki, powstaje na styku jej starego i nowego życia i jak każdy kryzys wiąże się z dyskomfortem, poczuciem braku stabilności czy nawet dezintegracją. Zarówno sama kobieta, jak i jej otoczenie, mogą jednak działać w taki sposób, by proces ten przebiegał możliwie najłagodniej oraz by był dostosowany do potrzeb konkretnej osoby w tym momencie jej życia. Doświadczenia matek w tym czasie są bardzo zróżnicowane, zwrócę jednak uwagę na trzy aspekty, które mogą okazać się przydatne dla wielu z nich (choć zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpują one tematu).


·         Dbanie o siebie i szukanie wsparcia.
Jak pisaliśmy wcześniej, opieka nad noworodkiem czy niemowlęciem powoduje czasową frustrację potrzeb matki. Przez jakiś czas to głód dziecka będzie miał priorytet nad jej głodem, a płaczący noworodek nie zrozumie, że musi poczekać, bo matka jest niewyspana. Część tej frustracji jest nie do uniknięcia. Można jednak - i warto - na tyle na ile sytuacja na to pozwala wpływać na jej natężenie. Wymaga to pozostawania w kontakcie ze sobą – z tym co się ze mną dzieje na poziomie fizycznym („Czuję, że ręce mi więdną od wielogodzinnego noszenia malucha”), emocjonalnym („Boję się, że nie dam sobie rady”; „Czuję się zupełnie bezradna”, „Jestem wściekła, potrzebuję ochłonąć”.) i poznawczym („Ciągle pojawiają mi się myśli, że jestem złą matką.”, „Wciąż zastanawiam się czy z dzieckiem wszystko w porządku.”). Drugim krokiem jest umiejętność sięgania po wsparcie w swoim otoczeniu, u partnera, rodziny, w postaci między innymi:
  • otwartego komunikowania : „Nie daję rady, potrzebuję Twojej pomocy”;
  • proszenia – „Wróć proszę wcześniej do domu, potrzebuję odpoczynku”;
  • odmawiania – „W  tym tygodniu nie gotuję. Jeśli chcesz, Ty zajmij się posiłkami albo poprośmy kogoś o pomoc”.
Mądre dzielenie się obowiązkami oraz emocjonalne wsparcie otoczenia bardzo pomaga łagodniej przejść przez początki macierzyństwa.

•             Akceptacja dla swojej „ciemniejszej strony”

Młoda matka może doświadczać całego spektrum uczuć do swojego dziecka, zarówno jeśli chodzi o ich rodzaj, jak i intensywność. To, że kobieta doświadcza oprócz pozytywnych, także negatywnych uczuć jest normalne i naturalne. Mogą to być uczucia tkliwej czułości i  złości, żywej radości i całkowitej frustracji, zadowolenia, bezradności, przyjemności, zniechęcenia, zobojętnienia, czy po prostu znudzenia. Ważne jest, żeby matka dała sobie prawo do czucia i potrafiła podarować sobie życzliwe zrozumienie, zamiast karać siebie poczuciem winy i oskarżeniami o bycie złą matką. Hamowanie odczuwania negatywnych emocji (oddzielam tu odczuwanie od działania pod ich wpływem) powoduje paradoksalnie oddzielanie od kontaktu ze sobą i z dzieckiem. Możliwość przyjęcia do wiadomości, że jako matka nie muszę być idealna, czy też „tylko dobra”, pozwala na bycie matką autentyczną.


·         Wsparcie kobiet

Na osobną uwagę zasługuje moim zdaniem kontakt, jaki młode matki mogą nawiązać lub utrzymywać z innymi kobietami. Często to od nich, szczególnie w tym okresie, mogą dostać wsparcie dalekie od tego, co czasem wkrada się w kobiece relacje: rywalizacji, oceniania, krytyki. Czasem to przy nich odkryją swoją własną prawdę o macierzyństwie. O tym, że nie jest ono różowym obrazkiem. Nie jest też namalowane w czarnych barwach, mimo, że w momentach kryzysu – czasem  przez ułamek chwili, czasem przez długie miesiące – może tak się wydawać. Macierzyństwo dla wielu kobiet jest różnobarwne, zmienne, złożone, bogate. Macierzyństwo łączy sprzeczności. Bywa jednocześnie satysfakcjonujące i frustrujące. Czasem jest jednocześnie najlepszym i najtrudniejszym doświadczeniem w życiu. W macierzyństwie kobiety stają się i czują jednocześnie najsilniejsze, prawie wszechmogące i najsłabsze, najbardziej zależne od innych. To, co kobiety mogą dać innym kobietom to przyzwolenie na widzenie go i przeżywanie w ten złożony i pełny sposób; do bycia kobietami z krwi i kości, a nie namalowanymi na opakowaniach pampersów lalkami. Mogą dzielić się swoimi przeżyciami i czerpać wzajemnie ze swojego wsparcia i akceptacji. Mądre wsparcie kobiet, współtowarzyszenie sobie w trudach i blaskach, oraz dzielenie się nimi bez ocen i rywalizacji to ogromna siła, która jest fantastycznym remedium na pułapki początków macierzyństwa.

Tyle ile matek, tyle zróżnicowanych doświadczeń. Zachęcam do wsłuchiwania się w swoją własną, indywidualną melodię na temat macierzyństwa oraz do grania jej z pomocą innych, nie w samotności. Czasem udaje skorzystać się ze wsparcia otoczenia, innym razem przydatna będzie pomoc specjalisty – psychologa, psychoterapeuty. W efekcie moment naturalnego kryzysu okaże się naszym kolejnym krokiem do rozwoju - jako osoby, matki i kobiety.

Ewa Borodo-Jaskólska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI

31 marca 2017

Żyli długo i szczęśliwie? – o (nie)romantycznych związkach

Miłość. Ta opiewana przez poetów, odmalowywana przez pisarzy czy twórców filmów kojarzy się z silnym uczuciem, motylami w brzuchu, stanem uniesienia, rozmarzenia, pragnieniem bycia blisko ukochanej osoby, pokonywaniem przeszkód na drodze do połączenia się z nią i wspólnym życiem „długo i szczęśliwie”.


Żyli długo i szczęśliwie… Tak kończy się wiele bajek i romantycznych komedii. Zakochani biorą ślub i wiemy, że teraz ich życie będzie krainą szczęśliwości, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Ani bajki, ani filmy nie pokazują nam, jak zakochani faktycznie radzą sobie w kolejnych latach wspólnego życia, w jaki sposób budują i pielęgnują owo szczęście. Przekonują nas, że prawdziwa miłość, raz rozniecona, nigdy nie zgaśnie i będzie płonąć równie intensywnie jak na początku.

Od romantycznych początków do miłości kompletnej


Choć wiemy z doświadczeń własnych i innych znanych nam osób, że nie jest łatwo o związek, który długotrwale zapewni nam „motyle w brzuchu” i „poczucie unoszenia się nad ziemią”, wiele osób ma taką właśnie, romantyczną, wizję miłości. Rzeczywistość bycia w związku ich rozczarowuje i często ponownie ruszają na poszukiwanie „prawdziwej miłości”. A przecież to co pokazują filmy, wiersze i bajki to zwykle dwie pierwsze fazy miłości – zakochanieromantyczne początki, zwieńczone decyzją partnerów zaangażowania się w utrwalenie związku, co oznacza przejście do kolejnej fazy miłości, miłości kompletnej, która charakteryzuje się obecnością trzech komponentów opisanych poniżej. Każdy z tych etapów jest nietrwałą formą bliskiego związku.

Trzy składniki miłości


Robert Sternberg mówi, że miłość to „danie” składające się z trzech składników: namiętności, intymności i zobowiązania. Owe składniki nie pojawiają się w miłości jednocześnie, nie pojawiają się zawsze, niektóre w nieunikniony sposób znikają, ale kiedy znikają, dzieje się to w określonej kolejności. Jako pierwsza zanika namiętność – partnerzy odczuwają jej z czasem mniej, spada liczba zbliżeń seksualnych. Jeśli przy stopniowym spadku namiętności, w związku nadal istnieje intymność i zobowiązanie, relacja przechodzi do fazy miłości przyjacielskiej, która może trwać długo i jest zwykle dla partnerów satysfakcjonującą formą związku. Nie brzmi to już jednak jak miłość z bajki, prawda? Badania jednak pokazują, że namiętność, mimo że jest najsilniejszym z uczuć składających się na miłość, jest tylko pozornie związana z satysfakcją ze związku. To intymność jest silnie skorelowana z zadowoleniem ze związku.

Intymność pojawia się w trakcie wzajemnego poznawania się partnerów i powoli rośnie w trakcie trwania związku wraz z tworzeniem się związkowych scenariuszy, rytuałów, nabywaniem umiejętności komunikowania się ze sobą, wzajemnego zrozumienia i wspierania się nawzajem. To uczucia wyrażające przywiązanie, bliskość i wzajemną zależność. Zobowiązanie to z kolei działania zorientowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek i jego trwanie pomimo przeszkód. (Przeszkody? Jakie przeszkody? O tym w bajkach nie wspominają. W bajkach przeszkody istnieją wyłącznie przed ślubem.) Zobowiązanie to świadoma decyzja. Nie brzmi to romantycznie, prawda?

Dlaczego trudno o trwałe związki?



Współcześnie bardzo wielu ludziom nie udaje się przeżyć dozgonnej miłości z jednym partnerem. Przyczyny są złożone i wielorakie. Jedną z nich może być to, że „dopóki śmierć nas nie rozłączy” oznacza spędzenie z partnerem 40, 50 a nawet 60 lat. Kiedyś średnia życia była znacznie krótsza. Inną przyczyną są zapewne nasze, bardziej lub mniej świadome, przekonania, że prawdziwa miłość to miłość wszechobejmująca – taka, która zaspokoi wszystkie potrzeby: emocjonalne, zmysłowe, duchowe, partnerskie. Funkcjonujące przez stulecia dwie formy miłości, przyjacielsko – partnerska i emocjonalno-namiętna, stopiły się obecnie w jedno. To oznacza, że mamy większe oczekiwania w stosunku do związków i trudno nam sprostać ideałowi miłości wszechobejmującej. W czasach, gdy panuje przekonanie, że można mieć wszystko, trudno zadowolić się związkiem, który oferuje tylko częściowe zaspokojenie. Wszak nie to obiecywały bajki…

Beata Zielińska-Rocha, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI

13 marca 2017

O narzekaniu

fot. Steven Guzzardi, "Paper", (CC BY-ND 2.0)


Narzekanie związane jest z wyrażaniem niezadowolenia. Jednak przyglądając się mu bliżej odkrywamy, że nie jest to związek nierozerwalny. Zdarza się, że nie narzekamy choć czujemy niezadowolenie, a i narzekamy, choć sami nie znajdujemy w sobie niezadowolenia. Narzekanie może mieć więc różne, niejednoznaczne podłoża. Jakie, zdaniem psychologii, są funkcje, blaski i cienie narzekania?


Narzekanie społecznie przydatne


Narzekamy na przykład, bo to jest nasz osobisty, a także ugruntowany w kulturze zwyczaj komunikacyjny. Gdy ktoś pyta, co u nas słychać, zwyczajowo odpowiadamy, że nie jest najlepiej. W ten sposób szukamy wspólnych tematów, bo przecież dla wielu z nas narzekanie na zdrowie, pracę, pieniądze, związki, czy politykę jest wspólnym tematem.

Narzekanie ma też funkcję zabezpieczającą. Opowiadanie zbyt entuzjastycznie o swoich planach, kojarzy się z kuszeniem losu. Dzięki narzekaniu dbamy również o swój wizerunek. Kiedy nasze działania skończą się sukcesem - jest on tym większy, im większe przeszkody były na naszej drodze (należy więc o nich poinformować innych, a czasem dobrze byłoby je powiększyć i zdobyć większe uznanie za dokonania), a niepowodzenie łatwo można wytłumaczyć niesprzyjającymi okolicznościami. W ten sposób możemy także nie wprost prosić o pomoc. Zaznaczając, jak bardzo jesteśmy przeciążeni, liczymy na wyręczenie. Jednocześnie unikamy powiedzenia komuś "wzięłam / wziąłem na siebie za dużo i choć to moja odpowiedzialność, chcę żebyś zrobił / zrobiła coś za mnie". Choć komunikacja wprost zdaje się bardziej dojrzała, daje większą przestrzeń na powiedzenie "nie".  Wpływamy więc na innych budząc współczucie.

Dzięki narzekaniu możemy także bez chwalenia się poinformować świat o naszych sukcesach np. narzekamy na nawał pracy w związku z remontem nowego mieszkania lub pokazujemy innym, że mamy swoje wymagania np. narzekamy na trudy wyboru atrakcyjnego miejsca na wakacje (bo dzieci lubią aquapark, a nasz dobrze ustawiony partner nie wyobraża sobie wakacji bez pięciogwiazdkowego hotelu z dobrą kuchnią). Taki sposób komunikowania się z innymi sprawia także, iż postrzegani jesteśmy jako kompetentni - krytyczność przystoi osobie inteligentnej, zorientowanej i nie obawiającej się wyrażać własne zdanie.


Radzenie sobie z przykrymi uczuciami i budowanie autentycznych relacji


Uczucia żalu, zawodu, lęku i bezsilności są przykre i wymuszają znalezienie sposobu, aby sobie z nimi poradzić. Kiedy decydujemy się na to, aby je do siebie dopuścić, nie zaprzeczać ich istnieniu, szukamy także strategii na to, jak je przeżyć, a narzekanie jest jednym ze sposobów na znalezienie ulgi. Przynosi ją wyrażenie trudnych uczuć, wypuszczenie ich na zewnątrz i nie tłumienie w sobie. To, że mówimy o nich głośno i słyszymy od siebie, pozwala także na porządkowanie myśli, zrozumienie, co rzeczywiście się z nami dzieje.

Inną rolą narzekania może być budowanie więzi. Wyrażenie żalu i znalezienie odpowiedzi w drugiej osobie nie tylko daje ulgę, a także pozwala na budowanie autentycznej, bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Bycie wysłuchanym, zrozumianym, mimo iż nie zmienia obiektywnej sytuacji,  daje poczucie, że nie jesteśmy sami, że możemy komunikować się z innymi, także w czasie, gdy jesteśmy w potrzebie. Mamy szansę na uwagę, zrozumienie i wsparcie. Narzekanie może więc przynieść ulgę, zbliżyć nas do innych i podtrzymać relacje.


Ciemna strona narzekania


Narzekanie może mieć też swoją ciemną stronę, pogłębiać stres i odczuwanie przykrych uczuć. Łatwo się w nim zatracić i zagubić, używać go jako główną formę mówienia o sobie i swoich sprawach. Taka sytuacja wcześniej czy później budzi zniecierpliwienie innych osób. Powoduje, że narzekający skupia się głównie na sobie, nie daje szansy na to, by w relacji pojawiała się różnorodność  wątków i emocji. Podczas takich rozmów raczej nie pojawia się ciekawość, radość, przyjemność, czy duma. W naszych relacjach brakuje przepływu, stają się sztywne i zastygają w swoim niezadowoleniu i nieszczęściu. Kontakt jedynie z żalem, smutkiem nie przynosi ulgi, przynosi natomiast poczucie bezsilności, zatrzymanie energii. Częste żalenie się sprawia, że inni czują się bezradni i odsuwają się, co pogłębia poczucie osamotnienia, braku zrozumienia i bezsilności, dając nową pożywkę narzekaniu i zamykając błędne koło. Zbyt częste narzekanie i krytykanctwo mogą sprawić także utratę pozycji eksperta i spadek atrakcyjności. W oczach innych może budzić antypatię lub strach przed byciem przedmiotem obcesowej, niezasłużonej i taktującej przedmiotowo krytyki.

Sygnałem, który może dać nam znać, że zagubiliśmy się w narzekaniu może być przysłuchanie się sobie i uświadomienie sobie o czym i w jaki sposób rozmawiamy z innymi ludźmi. Innym sygnałem może być także to, że inni niecierpliwią się rozmawiając z nami, unikają kontaktu, pytania co u nas słychać. Można więc spojrzeć na swoje relacje jako na sygnał, że zbyt mocno przywiązaliśmy się do nieefektywnego już sposobu radzenia sobie.


Narzekanie dla rozwoju


Można także przysłuchać się swojemu narzekaniu, temu co jest jego najważniejszą treścią. To na co narzekamy może być ważną informacją na temat tego, czego potrzebujemy. Pomaga uzmysłowić sobie, że oczekiwania i rzeczywistość nie idą ze sobą w parze. Może stać sie dobrą motywacją, aby się zatrzymać, posłuchać i zastanowić zarówno nad tym, czego nam brakuje i czego pragniemy w zamian, jak chcielibyśmy, aby nasza życie wyglądało w tym obszarze. Narzekanie może stać się więc inspiracją do zmiany. 

23 lutego 2017

Macierzyństwo w innych barwach

Macierzyństwo niewiele ma wspólnego z obrazkami roześmianych i szczęśliwych bobasów i mam z opakowań pieluszek i słoiczków z deserkami dla dzieci. To wielka zmiana i często kryzys.



Niedawno zostałaś matką. To dla Ciebie fantastyczny czas. Maleństwo dużo śpi i mało płacze. Karmisz piersią i jest to dla was obojga wyłącznie źródło przyjemności, harmonii i bliskości. Dodatkowe kilogramy z ciąży pozostały już tylko wspomnieniem. Poród? Odrobina wysiłku, którego już nawet nie pamiętasz. Masz czas dla dziecka, dla siebie, dla partnera. Wasz związek kwitnie, a dom lśni czystością. Nadwyżki wolnego czasu spędzasz na planowaniu powrotu do aktywności zawodowej. 

Brzmi znajomo?

Z całą pewnością nie.


Róż czy czerń – opowieści o początkach macierzyństwa


Mimo, że w publicznej narracji o macierzyństwie zachodzą wciąż pozytywne zmiany, sprzyjające urealnianiu jego obrazu, nadal wyraźnie widoczny jest brak przyzwolenia na dzielenie się jego ciemnymi stronami. Tymczasem baby blues (naturalne obniżenie nastroju przez pierwsze 2-6 tygodni po porodzie, któremu towarzyszy huśtawka emocjonalna i zmęczenie, będące reakcją organizmu kobiety na poród i związane z nim zmiany hormonalne) doświadcza nawet 80% kobiet. Z kolei depresja poporodowa (która jest już stanem poważniejszym i wymagającym pomocy specjalisty) dotyczy nawet co piątej matki. Te liczby mówią (a nawet krzyczą) same za siebie. Mimo to, ciemne strony początków macierzyństwa często nie zyskują adekwatniej uwagi. Cukierkowym obrazem rzeczywistości są niestety często karmione również kobiety w ciąży, co często utrudnia im odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Po drugiej stronie kontinuum są przekazy „straszące” – „koniec przespanych nocy”, „koniec wolności”, „będziesz tęskniła za czasem, kiedy nie miałaś dzieci” – które są równie dalekie od prawdy jak te pochodzące z krainy pluszu i pasteli. 


Macierzyństwo jako kryzys


Zwróćmy uwagę na trudności, jakich mogą doświadczać młode matki. Skupmy się na nich nie dlatego, że to problemy dominują w codzienności. Historia każdej kobiety będzie inna, a doświadczenie każdej z nich namalowane różnymi kolorami. Poświęćmy im chwilę dlatego, że to właśnie trudy macierzyństwa wymagają naszego wsparcia i zrozumienia. W cieszeniu się jego blaskami kobieta zazwyczaj nie potrzebuje pomocy.

  • Osamotnienie w opiece nad dzieckiem


Większość kobiet pełni wiodącą rolę w opiece nad noworodkiem i niemowlęciem. Nawet jeśli partnerzy decydują się w dużym stopniu dzielić obowiązkami związanymi z opieką nad dzieckiem i prowadzeniem domu, częściej to kobieta rezygnuje czasowo z pracy i zostaje z dzieckiem w domu. Taka sytuacja jest względnie nowa – jeszcze w pokoleniu naszych babć opieka ta często rozkładała się na inne kobiety - babcie, ciotki, które mieszkały razem w jednym domu. Na pewno niosło to ze sobą inne wyzwania (np. dotyczące wyodrębnienia się młodej mamy, jej ugruntowania się w roli matki), ale pod względem doświadczanego obciążenia, samotności, izolacji, sytuacja tych kobiet wyglądała lepiej niż teraz. Samodzielna opieka nad niezwykle wymagającą istotą jaką jest noworodek czy niemowlę, które nie jest w stanie znieść odrobiny frustracji (głodu, braku bliskości, bólu, niewygody) stawia młode matki wobec konieczności wielokrotnego niezaspokojenia potrzeb (snu, jedzenia, odpoczynku), a także częstej konfrontacji z własną niewiedzą czy bezradnością.
  • Diametralne zmiany w organizacji życia
Nowy człowiek w rodzinie przynosi gwałtowne zmiany w organizacji życia. Zamiast zajmować się aktywnością zawodową lub innym autonomicznie wybranym działaniem, kobieta spędza czas na pielęgnacji i karmieniu małej, całkowicie od niej zależnej istoty. Jeśli karmi piersią, często przez pierwsze sześć miesięcy nie opuszcza niemowlęcia na dłużej niż 3 godziny. Część kobiet doświadcza tego czasu jako przytłaczającego ograniczenia własnej wolności i niezależności.
  • Nauka bycia matką
Pierwsze tygodnie i miesiące to również czas, kiedy kobiety stopniowo odnajdują się w nowej roli, poznają swoje dzieci i uczą się jak z nimi być. Nauka dotyczy zarówno obsługi i pielęgnacji dziecka, jak budowania więzi emocjonalnej, odczytywania komunikatów i reagowania na nie . Ten naturalny okres nauki i niewiedzy często wywołuje jednak poczucie porażki i niekompetencji, któremu towarzyszą krytyczne, negatywne myśli na temat siebie jako matki: „Jestem złą matka.”; „Nie nadaję się do tego.”.
  • Zmiany w ciele
Zmienione po porodzie ciało często nie jest akceptowane przez kobietę. W połogu zazwyczaj towarzyszy jej ból, a zmiany hormonalne powodują huśtawkę nastrojów. W nowej rzeczywistości zazwyczaj brakuje jej też czasu na zadbanie o siebie tak, jak to się działo przed porodem, co potęguje poczucie braku atrakcyjności. Sytuację dodatkowo utrudnia fizyczne zmęczenie powodowane przez niewyspanie lub ciągłą opiekę nad noworodkiem czy niemowlęciem.
  • Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością
W czasie ciąży, a nawet jeszcze przed nią kobieta mniej lub bardziej świadomie tworzy swoje wyobrażenia na temat tego jak będzie wyglądało jej życie z dzieckiem, jaką będzie mamą, jakie będzie jej maleństwo i jak wpłynie to na jej związek. Te wyobrażenia w nieunikniony sposób zderzają się z rzeczywistością. To szczególnie trudny moment dla perfekcjonistek, które przyzwyczajone są do wysokich standardów realizacji wyznaczanych przez siebie celów oraz dużej kontroli nad wynikami. Tymczasem okazuje się, że nie jest możliwe perfekcyjne (czy nawet zadowalające) realizowanie się we wszystkich rolach, jakie kobieta pełni: matki, żony, osoby pracującej zawodowo, "pani domu", atrakcyjnej kobiety, przyjaciółki. Jeśli kobiecie trudno to zaakceptować, naraża się na doświadczanie frustracji, złości, zawodu i przygnębienia.
  • Trudne uczucia
Samotność, izolacja, smutek, poczucie braku wsparcia, bezradność, złość, poczucie winy - te uczucia często towarzyszą świeżo upieczonym matkom. Jeśli kobieta spędza wiele czasu sama, tylko z dzieckiem i nie ma z kim podzielić się nimi, trudniej jest jej je przeżywać. Często też nawet gdy jest wśród ludzi, wstydzi się do nich przyznać w obawie przed negatywną oceną.


To wszystko składa się na obraz potencjalnego kryzysu. O tym, w jaki sposób zostanie on rozwiązany zadecyduje wiele czynników. Empatyczne i pełne akceptacji zrozumienie sytuacji młodej mamy jest pierwszym krokiem do pozytywnego jego rozwiązania. Zarówno sama kobieta, jak i jej otoczenie, mogą działać w taki sposób, by te realne trudy nie urastały do rangi kłopotów przyćmiewających całe doświadczenie macierzyństwa, a pozostawały jednymi z wielu barw na bogatym i złożonym obrazie macierzyństwa. O tym jednak w kolejnym artykule.


Ewa Borodo-Jaskólska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI




30 stycznia 2017

Emocje w depresji




Zbliża się kolejna odsłona ogólnopolskiej akcji psychoedukacyjnej  „RE:akcja w depresji”, w której Ośrodek Psychoterapii W Relacji weźmie udział po raz trzeci. Będziemy oferować bezpłatne konsultacje i możliwość udziału w warsztacie na temat perfekcjonizmu i jego powiązań z depresją. W dzisiejszym artykule również pochylimy się nad tematem depresji – depresji w ujęciu terapii skoncentrowanej na emocjach.


Terapia skoncentrowana na emocjach a depresja

Twórcy terapii skoncentrowanej na emocjach postrzegają depresję jako doświadczanie siebie jako słabego, niepełnowartościowego, zasługującego na potępienie. Ich zdaniem depresja pojawia się w odpowiedzi na bieżące doświadczenie straty, poniżenia czy osaczenia, które powoduje uaktywnienie się wspomnień podobnych przeżyć w przeszłości, zwykle w okresie kształtowania się osobowości danej osoby. Jako najważniejszy czynnik w wywoływaniu i podtrzymywaniu depresji określają brak umiejętności regulowania swoich reakcji emocjonalnych w odpowiedzi na porażkę, izolację, utratę statusu, więzi. Emocje, szczególnie smutek, gniew, strach oraz wstyd, pełnią kluczową rolę w depresji. Każda z emocji ma swoje źródło w określonej narracji życiowej, tzn. rozumieniu, interpretowaniu siebie i swojej historii. Są to głównie narracje o Ja zależnym od uznania i akceptacji innych (opartym na strachu) oraz o Ja, któremu brak samoakceptacji i poczucia własnej wartości (opartym na wstydzie).

Wstyd w depresji

Poczucie wstydu często jest podstawowym uczuciem w depresji. Bywa głęboko skrywane, niedostępne choć przejawia się w pragnieniu, by „zapaść się pod ziemię”. Może wywodzić się z poczucia własnej bezwartościowości, może być wstydem społecznym (przed innymi ludźmi) lub wstydem odzwierciadlającym poczucie porażki w związku z brakiem realizacji ustalonych przez siebie standardów. Odczuwanie wstydu jest powiązane z poczuciem „wybrakowania”, sprawia że osoba „kurczy się w sobie”, wycofuje. W trakcie psychoterapii, terapeuta pracuje z klientem nad samoakceptacją, której rozwój pomaga zredukować dojmujące doświadczanie wstydu.

Strach i niepokój w depresji

Te emocje przybierają formę podstawowego braku poczucia własnej wartości. Mogą przejawiać się w strachu przed odrzuceniem lub oceną, strachu przed zmianą, strachu przed uczuciami, przed światem postrzeganym jako coś przerażającego, zagrażającego oraz strachu przed powtarzaniem wzorców rodzinnych. Strach blokuje wyrażanie siebie i podejmowanie ryzyka. W bezpiecznych warunkach stworzonych w trakcie psychoterapii, klient może nawiązać kontakt z tą częścią siebie, która pragnie dobrostanu, więzi z innymi, wolności czy spontaniczności.

Smutek w depresji

Smutek występuje u większości osób w depresji, nie jest z nią jednak tożsamy. Może być emocją adaptacyjną, np. w sytuacji zdania sobie sprawy z przeżytej straty, może być też emocją wtórną, zasłaniającą inne, trudniejsze dla danej osoby emocje takiej jak gniew czy strach. Gniew i smutek często łączą się ze sobą, jedna emocja czasem przechodzi w drugą. Smutek może się wiązać z niezaspokojeniem potrzeb, rozczarowaniem, skruchą, stratą czy żalem. Obejrzenie go i przepracowanie w terapii może prowadzić do zmiany patrzenia na siebie, ludzi i świat. Czasem samo dotarcie do swojego smutku jest już elementem zmiany.

Gniew w depresji

Gniew może być przejawem frustracji, naruszenia granic, strachu czy poczucia krzywdy. Gniew bywa często przejawem depresji u mężczyzn. Jest dostępnym, akceptowanym sposobem radzenia sobie w sytuacji gdy różne emocje, np. poczucie beznadziei czy bezsilności,  domagają się wyrażenia a nie są dopuszczane do świadomości i przeżywania. Wiele osób w depresji doświadcza gniewu, którego nie okazuje. Bywa, że gniew zamienia się w poczucie rezygnacji. Nabycie umiejętności mobilizowania gniewu, jego doświadczania i wyrażania może pomóc otrząsnąć się z poczucia bezsilności towarzyszącego depresji.

Terapia depresji

Emocje są integralną częścią doświadczenia człowieka – także doświadczenia depresyjnego. Psychoterapia depresji w podejściu skoncentrowanym na emocjach to między innymi zajęcie się rdzennymi emocjonalnymi stanami wrażliwości danej osoby oraz sposobami radzenia sobie z tymi z nich, które są niekorzystne dla danej osoby. To także poszukiwanie nowych reakcji na życiowe wyzwania, takich jak domaganie się uznania czy gniew, budowanie poczucia kontroli, umiejętności akceptowania porażki oraz rezygnowania z celów, których nie jesteśmy w stanie osiągnąć.

Beata Zielińska-Rocha, Psychoterapia W Relacji


Artykuł powstał na podstawie książki Terapia depresji skoncentrowana na emocjach autorstwa Leslie S. Greenberg i Jeanne C. Watson (Harmonia Universalis, Gdańsk 2014)

O terapii skoncentrowanej na emocjach pisaliśmy też w artykule  Emocjonalne manowce
 

10 stycznia 2017

Lęk przed zmianą


Często myśląc o przyszłości wyobrażamy sobie, że to co przed nami będzie inne, lepsze. Czasem zatrzymujemy się na fantazji, a czasem czynimy kroki ku rozwojowi, a gdy staje się realny - wycofujemy się. Jedną z wielkich sił przytrzymujących w tym, co już znamy jest strach przed zmianami.


Marzenia o innym życiu


Fantazjując o przyszłym życiu myślimy np. "nauczę się czegoś nowego", "w przyszłości osiągnę coś, co dziś jeszcze jest niedostępne", "zrezygnuję ze spraw, które mi szkodzą". Śnimy o lepszym funkcjonowaniu i lepszej wersji siebie. Czasem liczymy na to, że bez naszego wysiłku to lepsze nadejdzie, czasem rozumiemy, że zmiana zaczyna się od nas samych. Często jednak czas mija, a my nie jesteśmy bliżej realizacji naszych marzeń – odkładamy je na kiedy indziej lub rezygnujemy z nich, ponosząc emocjonalne koszty (smucimy się, wściekamy na siebie, obwiniamy innych). Przy bliższym przyjrzeniu się, często okazuje się także, że właściwie niewiele zrobiliśmy, aby cel zrealizować lub że nasz wysiłek ukierunkowaliśmy tak, aby zminimalizować szansę na jego powodzenie. Nie chcemy się do tego przyznać i złościmy na tych, którzy próbują nam to pokazać (jakże często w oceniający i mało wyrozumiały sposób).

Dlaczego właściwie zdarza się nam unikać, czy torpedować własne cele?  Jednym z czynników, który ma znaczący wpływ na nie wprowadzanie zmian życiowych jest lęk przed zmianą.  Z jednej strony wiąże się on ze strachem przed stratą starych sposobów funkcjonowania, a z drugiej, z radzeniem sobie z niepewnością.


Potrzeba stałości i niechęć do straty


Ważną potrzebą każdego człowieka jest stałość. Skrywa się w niej bezpieczeństwo. Większość z nas w większym lub mniejszym stopniu rozumie to kim jest, jak funkcjonuje, buduje przekonania o sobie i świecie, które pozwalają porządkować codzienność. Nawet, gdy rzeczywistość skrzeczy, jest to świat który znamy i nauczyliśmy się sobie z nim radzić. Bronimy tej wartości.

W wyobrażeniu, przyszłe życie będzie tylko lepsze, łatwiejsze, bardziej satysfakcjonujące. Nie myślimy o realnej stracie, którą ta zmiana ze sobą przyniesie. Trzeba jednak pamiętać, że rzadko rzeczywistość dogania marzenia, a zmiana zawsze powoduje jakąś stratę. Nasze wypracowane i przetestowane przez lata zachowania, myślenie, reakcje emocjonalne dają nam poczucie bezpieczeństwa – nawet, jeżeli to właśnie z ich powodu cierpimy. To że zauważamy, iż są nam kulą u nogi, nie zmienia faktu, że już nauczyliśmy się chodzić z tą kulą, stała się częścią naszej codzienności i często niezawodnym (bo przewidywalnym) sposobem radzenia sobie w kryzysie.

Za każdym razem, gdy z powodu chęci rozwoju, znużenia obecnym życiem, cierpienia z powodu teraźniejszości, czy nawet gdy zmuszają nas do tego okoliczności, zmiana staje się ważna, mierzymy się z wielkim wyzwaniem. Wyzwanie jest tym większe, im bardziej utożsamiamy się z tym jak dziś funkcjonujemy i im ważniejszej sfery życia dotyczy.


Strach przed nieznanym


Zmiana wiąże się nie tylko z lękiem przed stratą, lecz także koniecznością zmierzenia się z niepewnością. Nie mamy przecież pewności, jak ta przyszłość będzie wyglądała, czy nasz wysiłek się opłaci, czy będziemy musieli zmierzyć się z porażką. Boimy się, że nasze dzisiejsze zasoby, które pozwalają żyć teraz - nie wystarczą by poradzić sobie w przyszłości.

Zmiana często kojarzy nam się z wielkim wysiłkiem i trudnymi emocjami. Wymusza zmianę w myśleniu o sobie, czasem porzucenie ważnych przekonań i zrezygnowanie ze zwyczajów, i równocześnie zmierzenie się z nieokreślonym. W przypadku głębokich, dużych zmian życiowych jest to proces, w którym przestajemy żyć zgodnie ze "starym", a jeszcze nie do końca wiemy, czym jest "nowe" i co na nas czeka. Czasem strach przed zmierzeniem się z niewiadomą sprawia, że wybieramy przystosowanie nawet do kryzysu.


Potrzeba rozwoju


Zmiany są nierozłączną częścią życia - świat dookoła nas, a także my sami jesteśmy uczestnikami ciągłych, dynamicznych przemian. Unikając ich, ograniczamy sobie równocześnie szansę na rozwój. Dzięki nim możemy poszerzyć obszary swojego funkcjonowania, uczyć się na swoim doświadczeniu, doceniać to, że nie jesteśmy skazani na nieciekawą powtarzalność, przeżywanie wciąż tych samych porażek. Są one wrogiem nudy - sprawiają, że życie jest ciekawe, choć nie zawsze łatwe i dają szansę na to, by radzić sobie ze zmieniającą się rzeczywistością.

Lęk jest naturalny -  jest częścią funkcjonowania. Często nie warto wkładać wysiłku, by udawać, że go nie ma - jest silną motywacją, a pomijanie go może paradoksalnie spowodować, że zacznie niepodzielnie rządzić naszymi decyzjami. Rozwój nie jest możliwy bez zmierzenia się ze swoimi obawami. Źródłem siły może być rozumienie siebie, swojego strachu, a także pragnień i motywacji. Zmiany są łatwiejsze, gdy mamy zaufanie do siebie, dobre rozeznanie swoich zasobów i doceniamy je. W radzeniu sobie w trudnym czasie może pomóc wiara, że nawet sromotna porażka raczej nas nie złamie. Bardzo ważnym wsparciem może być także wiara, że możemy liczyć na wsparcie bliskich ludzi, którzy nie opuszczą nas, nawet gdy nasza zmiana nie skończy się pełnym sukcesem.

Anna Gradkowska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI