10 stycznia 2017

Lęk przed zmianą


Często myśląc o przyszłości wyobrażamy sobie, że to co przed nami będzie inne, lepsze. Czasem zatrzymujemy się na fantazji, a czasem czynimy kroki ku rozwojowi, a gdy staje się realny - wycofujemy się. Jedną z wielkich sił przytrzymujących w tym, co już znamy jest strach przed zmianami.


Marzenia o innym życiu


Fantazjując o przyszłym życiu myślimy np. "nauczę się czegoś nowego", "w przyszłości osiągnę coś, co dziś jeszcze jest niedostępne", "zrezygnuję ze spraw, które mi szkodzą". Śnimy o lepszym funkcjonowaniu i lepszej wersji siebie. Czasem liczymy na to, że bez naszego wysiłku to lepsze nadejdzie, czasem rozumiemy, że zmiana zaczyna się od nas samych. Często jednak czas mija, a my nie jesteśmy bliżej realizacji naszych marzeń – odkładamy je na kiedy indziej lub rezygnujemy z nich, ponosząc emocjonalne koszty (smucimy się, wściekamy na siebie, obwiniamy innych). Przy bliższym przyjrzeniu się, często okazuje się także, że właściwie niewiele zrobiliśmy, aby cel zrealizować lub że nasz wysiłek ukierunkowaliśmy tak, aby zminimalizować szansę na jego powodzenie. Nie chcemy się do tego przyznać i złościmy na tych, którzy próbują nam to pokazać (jakże często w oceniający i mało wyrozumiały sposób).

Dlaczego właściwie zdarza się nam unikać, czy torpedować własne cele?  Jednym z czynników, który ma znaczący wpływ na nie wprowadzanie zmian życiowych jest lęk przed zmianą.  Z jednej strony wiąże się on ze strachem przed stratą starych sposobów funkcjonowania, a z drugiej, z radzeniem sobie z niepewnością.


Potrzeba stałości i niechęć do straty


Ważną potrzebą każdego człowieka jest stałość. Skrywa się w niej bezpieczeństwo. Większość z nas w większym lub mniejszym stopniu rozumie to kim jest, jak funkcjonuje, buduje przekonania o sobie i świecie, które pozwalają porządkować codzienność. Nawet, gdy rzeczywistość skrzeczy, jest to świat który znamy i nauczyliśmy się sobie z nim radzić. Bronimy tej wartości.

W wyobrażeniu, przyszłe życie będzie tylko lepsze, łatwiejsze, bardziej satysfakcjonujące. Nie myślimy o realnej stracie, którą ta zmiana ze sobą przyniesie. Trzeba jednak pamiętać, że rzadko rzeczywistość dogania marzenia, a zmiana zawsze powoduje jakąś stratę. Nasze wypracowane i przetestowane przez lata zachowania, myślenie, reakcje emocjonalne dają nam poczucie bezpieczeństwa – nawet, jeżeli to właśnie z ich powodu cierpimy. To że zauważamy, iż są nam kulą u nogi, nie zmienia faktu, że już nauczyliśmy się chodzić z tą kulą, stała się częścią naszej codzienności i często niezawodnym (bo przewidywalnym) sposobem radzenia sobie w kryzysie.

Za każdym razem, gdy z powodu chęci rozwoju, znużenia obecnym życiem, cierpienia z powodu teraźniejszości, czy nawet gdy zmuszają nas do tego okoliczności, zmiana staje się ważna, mierzymy się z wielkim wyzwaniem. Wyzwanie jest tym większe, im bardziej utożsamiamy się z tym jak dziś funkcjonujemy i im ważniejszej sfery życia dotyczy.


Strach przed nieznanym


Zmiana wiąże się nie tylko z lękiem przed stratą, lecz także koniecznością zmierzenia się z niepewnością. Nie mamy przecież pewności, jak ta przyszłość będzie wyglądała, czy nasz wysiłek się opłaci, czy będziemy musieli zmierzyć się z porażką. Boimy się, że nasze dzisiejsze zasoby, które pozwalają żyć teraz - nie wystarczą by poradzić sobie w przyszłości.

Zmiana często kojarzy nam się z wielkim wysiłkiem i trudnymi emocjami. Wymusza zmianę w myśleniu o sobie, czasem porzucenie ważnych przekonań i zrezygnowanie ze zwyczajów, i równocześnie zmierzenie się z nieokreślonym. W przypadku głębokich, dużych zmian życiowych jest to proces, w którym przestajemy żyć zgodnie ze "starym", a jeszcze nie do końca wiemy, czym jest "nowe" i co na nas czeka. Czasem strach przed zmierzeniem się z niewiadomą sprawia, że wybieramy przystosowanie nawet do kryzysu.


Potrzeba rozwoju


Zmiany są nierozłączną częścią życia - świat dookoła nas, a także my sami jesteśmy uczestnikami ciągłych, dynamicznych przemian. Unikając ich, ograniczamy sobie równocześnie szansę na rozwój. Dzięki nim możemy poszerzyć obszary swojego funkcjonowania, uczyć się na swoim doświadczeniu, doceniać to, że nie jesteśmy skazani na nieciekawą powtarzalność, przeżywanie wciąż tych samych porażek. Są one wrogiem nudy - sprawiają, że życie jest ciekawe, choć nie zawsze łatwe i dają szansę na to, by radzić sobie ze zmieniającą się rzeczywistością.

Lęk jest naturalny -  jest częścią funkcjonowania. Często nie warto wkładać wysiłku, by udawać, że go nie ma - jest silną motywacją, a pomijanie go może paradoksalnie spowodować, że zacznie niepodzielnie rządzić naszymi decyzjami. Rozwój nie jest możliwy bez zmierzenia się ze swoimi obawami. Źródłem siły może być rozumienie siebie, swojego strachu, a także pragnień i motywacji. Zmiany są łatwiejsze, gdy mamy zaufanie do siebie, dobre rozeznanie swoich zasobów i doceniamy je. W radzeniu sobie w trudnym czasie może pomóc wiara, że nawet sromotna porażka raczej nas nie złamie. Bardzo ważnym wsparciem może być także wiara, że możemy liczyć na wsparcie bliskich ludzi, którzy nie opuszczą nas, nawet gdy nasza zmiana nie skończy się pełnym sukcesem.

Anna Gradkowska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI

19 grudnia 2016

Oblicza smutku

Święta to nie dla wszystkich okres radości, spokoju i bliskości. Dla wielu to czas, gdy z różnych powodów mierzą się z bólem - smutkiem, poczuciem braku, tęsknotą, wspomnieniem cierpienia. To czas przymusowego zatrzymania. Różne nasze przeżycia mogą próbować wtedy wołać o naszą uwagę. Dziś pozwólmy na to naszemu smutkowi.


Smutek nie jedno ma imię

Gdy otworzymy się na niego, smutek może przyjść pod różnymi postaciami: jako melancholia, głęboki smutek, czy bezbrzeżna wydawać by się mogło rozpacz. Niezależnie od jego nazwy, zazwyczaj go nie lubimy. Przypomina o tym, że straciliśmy coś cennego, że czegoś nam brakowało, lub – co gorsza – że może czegoś nigdy nie mieliśmy. Ta pamięć bywa niezwykle bolesna. 

Smutek - czuć czy nie czuć

Jeśli psychiczne cierpienie jest stosunkowo niewielkie lub umiarkowane, potrafimy je unieść, być może nawet zobaczyć wartość smutku. W końcu to on daje nam cenne informacje o nas i o tym, co dla nas ważne. Taki smutek możemy bezpiecznie dla nas wyrażać płacząc czy opowiadając o smutnym wydarzeniu komuś bliskiemu. Nie zostawia w nas śladu na dłużej.
Czasem jednak cierpimy tak bardzo, że zrobimy wszystko, by nie czuć. Ból psychiczny wydaje nam się tak zagrażający, że odcinamy się od niego. Zajmujemy uwagę czymś innym, topimy smutki w alkoholu. Na wszelki wypadek zakrywamy nasz odbiór świata lekką mgłą obojętności czy znieczulenia. Dystansujemy się od kontaktu z ludźmi, gdyż mogłoby to nas narazić na kolejne zranienie bądź niechciany, głębszy kontakt ze sobą. Zamrażamy czucie w ciele – od tej pory niektóre miejsca pozbawione będą kontaktu z nami, lub pozostanie w nich tylko pozornie niezwiązany z niczym ból. 

Smutek w ciele

Rozpoznając cielesną obecność niewyrażonego smutku w sobie szukajmy, gdzie mógł ulokować się niewyrażony płacz lub szloch. Może będzie to poczucie zatkania w okolicy zatok lub gardła, ból głowy. Ciało może być pozbawione sił, a twarz wyrazu. Dokuczać nam może kłucie, ciężar czy ucisk w okolicach mostka. Nierzadko ból dosłownie zabiera nam dech – staje się on płytki, nie dociera do brzucha, a całe ciało jest napięte.

Smutek jak studnia

Niestety, to przeżycie – zostawione, niezaopiekowane – nie zniknie. Prędzej czy później wróci do nas, lub regularnie odzywać się będzie przy różnych okazjach, które skojarzą się nam z bolesną sytuacją. Dobra wiadomość jest jednak taka, że płacz nie jest studnią bez dna – choć tak właśnie często nam się wydaje. Gdy smutek znajdzie ujście, dostanie możliwość pełnego przeżycia i wyrażenia, w końcu przeminie. Wymaga to czasu i dopuszczenia do siebie ogromu emocji. Być może poświęcimy na to wiele godzin łkania, jęku, płaczu i szlochu. Te doświadczenia będą jednak dla nas dobre, o ile nie będzie to płacz samotny, lecz taki, w którym można oprzeć się na kimś, spotkać z akceptacją i zrozumieniem. Nasz płacz potrzebuje zostać usłyszany i uznany. Droga nie jest łatwa, ani przyjemna. Na jej końcu czeka nas jednak ulga i spokój.

Ewa Borodo-Jaskólska, Ośrodek Psychoteapii W RELACJI

30 listopada 2016

Pielęgnuj w sobie wdzięczność






Listopad to dla wielu osób mało lubiany miesiąc. Ogołocone z liści drzewa, krótkie dni, dominująca wokół szarość i pochmurne niebo nie nastrajają pozytywnie. Wiele osób doświadcza obniżenia nastroju. Listopad to również miesiąc Święta Zmarłych, amerykańskiego Święta Dziękczynienia i polskich Andrzejek. To miesiąc długich wieczorów spędzanych w domu, we własnym towarzystwie, bo ze względu na chłód za oknem mamy mniejszą ochotę do opuszczania domowego zacisza. To dobry moment na zatrzymanie się, refleksję. Święta, o których wspomniałam mogą skłaniać do zadumy nad tym co było, co jest i co będzie, do przyjrzenia się sobie, swojemu życiu i podziękowania za dary, które otrzymujemy, i które sobie dajemy. Niech to będzie czas wdzięczności.
 

Wdzięczność – sposób na lepsze życie

Święto Dziękczynienia nie jest polskim świętem jednak każdy z nas może je wpisać do swojego osobistego kalendarza – co miesiąc, co tydzień a może nawet codziennie. Wdzięczność to pamięć o tym co otrzymaliśmy i chęć oddania tego dobra. Warto ją pielęgnować, nie tylko od święta. Warto z wielu powodów. Pielęgnowanie w sobie uczucia wdzięczności:

  • Poprawia nastrój, zwiększa optymizm, dodaje energii (co może się przydać nie tylko w listopadzie).
  • Redukuje ilość i intensywność przeżywanych nieprzyjemnych emocji, np. niechęci, frustracji, poczucia krzywdy, złości, zazdrości.
  • Obniża poziom odczuwanego stresu, podwyższa odporność, sprężystość emocjonalną
  • Pozytywnie wpływa na poczucie własnej wartości.
  • Sprawia, że mamy więcej dobrych wspomnień.
  • Przyczynia się do wzbogacenia i pogłębienia związków międzyludzkich: przyjaźni, relacji rodzinnych, intymnych.
  • Pozytywnie wpływa na zdrowie, redukuje nieprzyjemne symptomy fizyczne takie jak różne dolegliwości bólowe. Osoby doceniające to co mają w obszarze zdrowia fizycznego, bardziej dbają o siebie, np. są aktywniejsze fizycznie i zwracają większą uwagę na zdrową dietę.
  • Może przyczyniać się do zwiększonej produktywności i realizacji różnych celów, osobistych i zawodowych.

Wdzięczność na co dzień

Kiedy koncentrujesz się na tym czego nie masz, pojawia się napięcie, zatrzymujesz się, włączasz hamulce, nie posuwasz się naprzód, nie pozwalasz sobie doświadczać szczęścia. Zamiast skupiać się na brakach, niedostatkach, doznanych krzywdach może lepiej zrobić sobie osobistą burzę mózgu i zebrać to wszystko, za co możesz podziękować – sobie, innym ludziom, światu. 
  • Raz można sobie zrobić taką przekrojową listę obejmującą całe nasze życie. Jeśli to zadanie wydaje się zbyt trudne, można „zjeść słonia po kawałku” – zacząć, zapisać kilka rzeczy a potem wracać do tej osobistej „mapy powodów do wdzięczności”, czytać ją i nanosić na nią kolejne punkty, tak aby mapa stawała się coraz dokładniejsza. Taka mapa dotyczy przeszłości. A co z teraźniejszością?
  • Można prowadzić swoisty „dziennik wdzięczności i podziękowań”. Codziennie, na koniec dnia, przywołaj minimum jedną rzecz, która się wydarzyła, i za którą chciałbyś podziękować. Nie zapominaj przy tym, że podziękować możesz również samemu sobie.  
Osoby prowadzące taki dziennik wdzięczności doświadczają wielu pozytywnych skutków, np. czują się lepiej, lżej, dostrzegają więcej pozytywów, lepiej sobie radzą w trudnych sytuacjach, przestają traktować dobre rzeczy w życiu jako coś oczywistego, doceniają je bardziej.

Wdzięczność i psychoterapia

Praca nad rozwijaniem poczucia wdzięczności może być jednym z elementów procesu psychoterapii. Pierwszym krokiem do budowania poczucia wdzięczności jest uważność, dostrzeganie rzeczy, za które możemy podziękować, nie traktowanie ich jako czegoś, co się nam po prostu należy. Terapeuta może pomagać klientowi dostrzegać i uczyć się doceniać to co pozytywne w jego życiu. Może zachęcać do prowadzenia dziennika czy pisania listów wyrażających wdzięczność, do wyrażania wdzięczności za różne rzeczy w trakcie sesji. Rozwijanie w sobie poczucia wdzięczności wymaga pewnej dyscypliny i czasem łatwiej to zrobić wspólnie z drugą osobą. Poczucie wdzięczności może się również pojawiać w relacji między terapeutą a klientem i być punktem wyjścia do rozwijania przez klienta wdzięczności w relacji z innymi ludźmi i z sobą samym.