23 lutego 2017

Macierzyństwo w innych barwach

Macierzyństwo niewiele ma wspólnego z obrazkami roześmianych i szczęśliwych bobasów i mam z opakowań pieluszek i słoiczków z deserkami dla dzieci. To wielka zmiana i często kryzys.


Niedawno zostałaś matką. To dla Ciebie fantastyczny czas. Maleństwo dużo śpi i mało płacze. Karmisz piersią i jest to dla was obojga wyłącznie źródło przyjemności, harmonii i bliskości. Dodatkowe kilogramy z ciąży pozostały już tylko wspomnieniem. Poród? Odrobina wysiłku, którego już nawet nie pamiętasz. Masz czas dla dziecka, dla siebie, dla partnera. Wasz związek kwitnie, a dom lśni czystością. Nadwyżki wolnego czasu spędzasz na planowaniu powrotu do aktywności zawodowej. 

Brzmi znajomo?

Z całą pewnością nie.

Róż czy czerń – opowieści o początkach macierzyństwa

Mimo, że w publicznej narracji o macierzyństwie zachodzą wciąż pozytywne zmiany, sprzyjające urealnianiu jego obrazu, nadal wyraźnie widoczny jest brak przyzwolenia na dzielenie się jego ciemnymi stronami. Tymczasem baby blues (naturalne obniżenie nastroju przez pierwsze 2-6 tygodni po porodzie, któremu towarzyszy huśtawka emocjonalna i zmęczenie, będące reakcją organizmu kobiety na poród i związane z nim zmiany hormonalne) doświadcza nawet 80% kobiet. Z kolei depresja poporodowa (która jest już stanem poważniejszym i wymagającym pomocy specjalisty) dotyczy nawet co trzeciej matki. Te liczby mówią (a nawet krzyczą) same za siebie. Mimo to, ciemne strony początków macierzyństwa często nie zyskują adekwatniej uwagi. Cukierkowym obrazem rzeczywistości są niestety często karmione również kobiety w ciąży, co często utrudnia im odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Po drugiej stronie kontinuum są przekazy „straszące” – „koniec przespanych nocy”, „koniec wolności”, „będziesz tęskniła za czasem, kiedy nie miałaś dzieci” – które są równie dalekie od prawdy jak te pochodzące z krainy pluszu i pasteli. 

Macierzyństwo jako kryzys

Zwróćmy uwagę na trudności, jakich mogą doświadczać młode matki. Skupmy się na nich nie dlatego, że to problemy dominują w codzienności. Historia każdej kobiety będzie inna, a doświadczenie każdej z nich namalowane różnymi kolorami. Poświęćmy im chwilę dlatego, że to właśnie trudy macierzyństwa wymagają naszego wsparcia i zrozumienia. W cieszeniu się jego blaskami kobieta zazwyczaj nie potrzebuje pomocy.

  • Osamotnienie w opiece nad dzieckiem

Większość kobiet pełni wiodącą rolę w opiece nad noworodkiem i niemowlęciem. Nawet jeśli partnerzy decydują się w dużym stopniu dzielić obowiązkami związanymi z opieką nad dzieckiem i prowadzeniem domu, częściej to kobieta rezygnuje czasowo z pracy i zostaje z dzieckiem w domu. Taka sytuacja jest względnie nowa – jeszcze w pokoleniu naszych babć opieka ta często rozkładała się na inne kobiety - babcie, ciotki, które mieszkały razem w jednym domu. Na pewno niosło to ze sobą inne wyzwania (np. dotyczące wyodrębnienia się młodej mamy, jej ugruntowania się w roli matki), ale pod względem doświadczanego obciążenia, samotności, izolacji, sytuacja tych kobiet wyglądała lepiej niż teraz. Samodzielna opieka nad niezwykle wymagającą istotą jaką jest noworodek czy niemowlę, które nie jest w stanie znieść odrobiny frustracji (głodu, braku bliskości, bólu, niewygody) stawia młode matki wobec konieczności wielokrotnego niezaspokojenia potrzeb (snu, jedzenia, odpoczynku), a także częstej konfrontacji z własną niewiedzą czy bezradnością.
  • Diametralne zmiany w organizacji życia
Nowy człowiek w rodzinie przynosi gwałtowne zmiany w organizacji życia. Zamiast zajmować się aktywnością zawodową lub innym autonomicznie wybranym działaniem, kobieta spędza czas na pielęgnacji i karmieniu małej, całkowicie od niej zależnej istoty. Jeśli karmi piersią, często przez pierwsze sześć miesięcy nie opuszcza niemowlęcia na dłużej niż 3 godziny. Część kobiet doświadcza tego czasu jako przytłaczającego ograniczenia własnej wolności i niezależności.
  • Nauka bycia matką
Pierwsze tygodnie i miesiące to również czas, kiedy kobiety stopniowo odnajdują się w nowej roli, poznają swoje dzieci i uczą się jak z nimi być. Nauka dotyczy zarówno obsługi i pielęgnacji dziecka, jak budowania więzi emocjonalnej, odczytywania komunikatów i reagowania na nie . Ten naturalny okres nauki i niewiedzy często wywołuje jednak poczucie porażki i niekompetencji, któremu towarzyszą krytyczne, negatywne myśli na temat siebie jako matki: „Jestem złą matka.”; „Nie nadaję się do tego.”.
  • Zmiany w ciele
Zmienione po porodzie ciało często nie jest akceptowane przez kobietę. W połogu zazwyczaj towarzyszy jej ból, a zmiany hormonalne powodują huśtawkę nastrojów. W nowej rzeczywistości zazwyczaj brakuje jej też czasu na zadbanie o siebie tak, jak to się działo przed porodem, co potęguje poczucie braku atrakcyjności. Sytuację dodatkowo utrudnia fizyczne zmęczenie powodowane przez niewyspanie lub ciągłą opiekę nad noworodkiem czy niemowlęciem.
  • Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością
W czasie ciąży, a nawet jeszcze przed nią kobieta mniej lub bardziej świadomie tworzy swoje wyobrażenia na temat tego jak będzie wyglądało jej życie z dzieckiem, jaką będzie mamą, jakie będzie jej maleństwo i jak wpłynie to na jej związek. Te wyobrażenia w nieunikniony sposób zderzają się z rzeczywistością. To szczególnie trudny moment dla perfekcjonistek, które przyzwyczajone są do wysokich standardów realizacji wyznaczanych przez siebie celów oraz dużej kontroli nad wynikami. Tymczasem okazuje się, że nie jest możliwe perfekcyjne (czy nawet zadowalające) realizowanie się we wszystkich rolach, jakie kobieta pełni: matki, żony, osoby pracującej zawodowo, "pani domu", atrakcyjnej kobiety, przyjaciółki. Jeśli kobiecie trudno to zaakceptować, naraża się na doświadczanie frustracji, złości, zawodu i przygnębienia.
  • Trudne uczucia
Samotność, izolacja, smutek, poczucie braku wsparcia, bezradność, złość, poczucie winy - te uczucia często towarzyszą świeżo upieczonym matkom. Jeśli kobieta spędza wiele czasu sama, tylko z dzieckiem i nie ma z kim podzielić się nimi, trudniej jest jej je przeżywać. Często też nawet gdy jest wśród ludzi, wstydzi się do nich przyznać w obawie przed negatywną oceną.


To wszystko składa się na obraz potencjalnego kryzysu. O tym, w jaki sposób zostanie on rozwiązany zadecyduje wiele czynników. Empatyczne i pełne akceptacji zrozumienie sytuacji młodej mamy jest pierwszym krokiem do pozytywnego jego rozwiązania. Zarówno sama kobieta, jak i jej otoczenie, mogą działać w taki sposób, by te realne trudy nie urastały do rangi kłopotów przyćmiewających całe doświadczenie macierzyństwa, a pozostawały jednymi z wielu barw na bogatym i złożonym obrazie macierzyństwa. O tym jednak w kolejnym artykule.


Ewa Borodo-Jaskólska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI



30 stycznia 2017

Emocje w depresji




Zbliża się kolejna odsłona ogólnopolskiej akcji psychoedukacyjnej  „RE:akcja w depresji”, w której Ośrodek Psychoterapii W Relacji weźmie udział po raz trzeci. Będziemy oferować bezpłatne konsultacje i możliwość udziału w warsztacie na temat perfekcjonizmu i jego powiązań z depresją. W dzisiejszym artykule również pochylimy się nad tematem depresji – depresji w ujęciu terapii skoncentrowanej na emocjach.


Terapia skoncentrowana na emocjach a depresja

Twórcy terapii skoncentrowanej na emocjach postrzegają depresję jako doświadczanie siebie jako słabego, niepełnowartościowego, zasługującego na potępienie. Ich zdaniem depresja pojawia się w odpowiedzi na bieżące doświadczenie straty, poniżenia czy osaczenia, które powoduje uaktywnienie się wspomnień podobnych przeżyć w przeszłości, zwykle w okresie kształtowania się osobowości danej osoby. Jako najważniejszy czynnik w wywoływaniu i podtrzymywaniu depresji określają brak umiejętności regulowania swoich reakcji emocjonalnych w odpowiedzi na porażkę, izolację, utratę statusu, więzi. Emocje, szczególnie smutek, gniew, strach oraz wstyd, pełnią kluczową rolę w depresji. Każda z emocji ma swoje źródło w określonej narracji życiowej, tzn. rozumieniu, interpretowaniu siebie i swojej historii. Są to głównie narracje o Ja zależnym od uznania i akceptacji innych (opartym na strachu) oraz o Ja, któremu brak samoakceptacji i poczucia własnej wartości (opartym na wstydzie).

Wstyd w depresji

Poczucie wstydu często jest podstawowym uczuciem w depresji. Bywa głęboko skrywane, niedostępne choć przejawia się w pragnieniu, by „zapaść się pod ziemię”. Może wywodzić się z poczucia własnej bezwartościowości, może być wstydem społecznym (przed innymi ludźmi) lub wstydem odzwierciadlającym poczucie porażki w związku z brakiem realizacji ustalonych przez siebie standardów. Odczuwanie wstydu jest powiązane z poczuciem „wybrakowania”, sprawia że osoba „kurczy się w sobie”, wycofuje. W trakcie psychoterapii, terapeuta pracuje z klientem nad samoakceptacją, której rozwój pomaga zredukować dojmujące doświadczanie wstydu.

Strach i niepokój w depresji

Te emocje przybierają formę podstawowego braku poczucia własnej wartości. Mogą przejawiać się w strachu przed odrzuceniem lub oceną, strachu przed zmianą, strachu przed uczuciami, przed światem postrzeganym jako coś przerażającego, zagrażającego oraz strachu przed powtarzaniem wzorców rodzinnych. Strach blokuje wyrażanie siebie i podejmowanie ryzyka. W bezpiecznych warunkach stworzonych w trakcie psychoterapii, klient może nawiązać kontakt z tą częścią siebie, która pragnie dobrostanu, więzi z innymi, wolności czy spontaniczności.

Smutek w depresji

Smutek występuje u większości osób w depresji, nie jest z nią jednak tożsamy. Może być emocją adaptacyjną, np. w sytuacji zdania sobie sprawy z przeżytej straty, może być też emocją wtórną, zasłaniającą inne, trudniejsze dla danej osoby emocje takiej jak gniew czy strach. Gniew i smutek często łączą się ze sobą, jedna emocja czasem przechodzi w drugą. Smutek może się wiązać z niezaspokojeniem potrzeb, rozczarowaniem, skruchą, stratą czy żalem. Obejrzenie go i przepracowanie w terapii może prowadzić do zmiany patrzenia na siebie, ludzi i świat. Czasem samo dotarcie do swojego smutku jest już elementem zmiany.

Gniew w depresji

Gniew może być przejawem frustracji, naruszenia granic, strachu czy poczucia krzywdy. Gniew bywa często przejawem depresji u mężczyzn. Jest dostępnym, akceptowanym sposobem radzenia sobie w sytuacji gdy różne emocje, np. poczucie beznadziei czy bezsilności,  domagają się wyrażenia a nie są dopuszczane do świadomości i przeżywania. Wiele osób w depresji doświadcza gniewu, którego nie okazuje. Bywa, że gniew zamienia się w poczucie rezygnacji. Nabycie umiejętności mobilizowania gniewu, jego doświadczania i wyrażania może pomóc otrząsnąć się z poczucia bezsilności towarzyszącego depresji.

Terapia depresji

Emocje są integralną częścią doświadczenia człowieka – także doświadczenia depresyjnego. Psychoterapia depresji w podejściu skoncentrowanym na emocjach to między innymi zajęcie się rdzennymi emocjonalnymi stanami wrażliwości danej osoby oraz sposobami radzenia sobie z tymi z nich, które są niekorzystne dla danej osoby. To także poszukiwanie nowych reakcji na życiowe wyzwania, takich jak domaganie się uznania czy gniew, budowanie poczucia kontroli, umiejętności akceptowania porażki oraz rezygnowania z celów, których nie jesteśmy w stanie osiągnąć.

Beata Zielińska-Rocha, Psychoterapia W Relacji


Artykuł powstał na podstawie książki Terapia depresji skoncentrowana na emocjach autorstwa Leslie S. Greenberg i Jeanne C. Watson (Harmonia Universalis, Gdańsk 2014)

O terapii skoncentrowanej na emocjach pisaliśmy też w artykule  Emocjonalne manowce
 

10 stycznia 2017

Lęk przed zmianą


Często myśląc o przyszłości wyobrażamy sobie, że to co przed nami będzie inne, lepsze. Czasem zatrzymujemy się na fantazji, a czasem czynimy kroki ku rozwojowi, a gdy staje się realny - wycofujemy się. Jedną z wielkich sił przytrzymujących w tym, co już znamy jest strach przed zmianami.


Marzenia o innym życiu


Fantazjując o przyszłym życiu myślimy np. "nauczę się czegoś nowego", "w przyszłości osiągnę coś, co dziś jeszcze jest niedostępne", "zrezygnuję ze spraw, które mi szkodzą". Śnimy o lepszym funkcjonowaniu i lepszej wersji siebie. Czasem liczymy na to, że bez naszego wysiłku to lepsze nadejdzie, czasem rozumiemy, że zmiana zaczyna się od nas samych. Często jednak czas mija, a my nie jesteśmy bliżej realizacji naszych marzeń – odkładamy je na kiedy indziej lub rezygnujemy z nich, ponosząc emocjonalne koszty (smucimy się, wściekamy na siebie, obwiniamy innych). Przy bliższym przyjrzeniu się, często okazuje się także, że właściwie niewiele zrobiliśmy, aby cel zrealizować lub że nasz wysiłek ukierunkowaliśmy tak, aby zminimalizować szansę na jego powodzenie. Nie chcemy się do tego przyznać i złościmy na tych, którzy próbują nam to pokazać (jakże często w oceniający i mało wyrozumiały sposób).

Dlaczego właściwie zdarza się nam unikać, czy torpedować własne cele?  Jednym z czynników, który ma znaczący wpływ na nie wprowadzanie zmian życiowych jest lęk przed zmianą.  Z jednej strony wiąże się on ze strachem przed stratą starych sposobów funkcjonowania, a z drugiej, z radzeniem sobie z niepewnością.


Potrzeba stałości i niechęć do straty


Ważną potrzebą każdego człowieka jest stałość. Skrywa się w niej bezpieczeństwo. Większość z nas w większym lub mniejszym stopniu rozumie to kim jest, jak funkcjonuje, buduje przekonania o sobie i świecie, które pozwalają porządkować codzienność. Nawet, gdy rzeczywistość skrzeczy, jest to świat który znamy i nauczyliśmy się sobie z nim radzić. Bronimy tej wartości.

W wyobrażeniu, przyszłe życie będzie tylko lepsze, łatwiejsze, bardziej satysfakcjonujące. Nie myślimy o realnej stracie, którą ta zmiana ze sobą przyniesie. Trzeba jednak pamiętać, że rzadko rzeczywistość dogania marzenia, a zmiana zawsze powoduje jakąś stratę. Nasze wypracowane i przetestowane przez lata zachowania, myślenie, reakcje emocjonalne dają nam poczucie bezpieczeństwa – nawet, jeżeli to właśnie z ich powodu cierpimy. To że zauważamy, iż są nam kulą u nogi, nie zmienia faktu, że już nauczyliśmy się chodzić z tą kulą, stała się częścią naszej codzienności i często niezawodnym (bo przewidywalnym) sposobem radzenia sobie w kryzysie.

Za każdym razem, gdy z powodu chęci rozwoju, znużenia obecnym życiem, cierpienia z powodu teraźniejszości, czy nawet gdy zmuszają nas do tego okoliczności, zmiana staje się ważna, mierzymy się z wielkim wyzwaniem. Wyzwanie jest tym większe, im bardziej utożsamiamy się z tym jak dziś funkcjonujemy i im ważniejszej sfery życia dotyczy.


Strach przed nieznanym


Zmiana wiąże się nie tylko z lękiem przed stratą, lecz także koniecznością zmierzenia się z niepewnością. Nie mamy przecież pewności, jak ta przyszłość będzie wyglądała, czy nasz wysiłek się opłaci, czy będziemy musieli zmierzyć się z porażką. Boimy się, że nasze dzisiejsze zasoby, które pozwalają żyć teraz - nie wystarczą by poradzić sobie w przyszłości.

Zmiana często kojarzy nam się z wielkim wysiłkiem i trudnymi emocjami. Wymusza zmianę w myśleniu o sobie, czasem porzucenie ważnych przekonań i zrezygnowanie ze zwyczajów, i równocześnie zmierzenie się z nieokreślonym. W przypadku głębokich, dużych zmian życiowych jest to proces, w którym przestajemy żyć zgodnie ze "starym", a jeszcze nie do końca wiemy, czym jest "nowe" i co na nas czeka. Czasem strach przed zmierzeniem się z niewiadomą sprawia, że wybieramy przystosowanie nawet do kryzysu.


Potrzeba rozwoju


Zmiany są nierozłączną częścią życia - świat dookoła nas, a także my sami jesteśmy uczestnikami ciągłych, dynamicznych przemian. Unikając ich, ograniczamy sobie równocześnie szansę na rozwój. Dzięki nim możemy poszerzyć obszary swojego funkcjonowania, uczyć się na swoim doświadczeniu, doceniać to, że nie jesteśmy skazani na nieciekawą powtarzalność, przeżywanie wciąż tych samych porażek. Są one wrogiem nudy - sprawiają, że życie jest ciekawe, choć nie zawsze łatwe i dają szansę na to, by radzić sobie ze zmieniającą się rzeczywistością.

Lęk jest naturalny -  jest częścią funkcjonowania. Często nie warto wkładać wysiłku, by udawać, że go nie ma - jest silną motywacją, a pomijanie go może paradoksalnie spowodować, że zacznie niepodzielnie rządzić naszymi decyzjami. Rozwój nie jest możliwy bez zmierzenia się ze swoimi obawami. Źródłem siły może być rozumienie siebie, swojego strachu, a także pragnień i motywacji. Zmiany są łatwiejsze, gdy mamy zaufanie do siebie, dobre rozeznanie swoich zasobów i doceniamy je. W radzeniu sobie w trudnym czasie może pomóc wiara, że nawet sromotna porażka raczej nas nie złamie. Bardzo ważnym wsparciem może być także wiara, że możemy liczyć na wsparcie bliskich ludzi, którzy nie opuszczą nas, nawet gdy nasza zmiana nie skończy się pełnym sukcesem.

Anna Gradkowska, Ośrodek Psychoterapii W RELACJI

19 grudnia 2016

Oblicza smutku

Święta to nie dla wszystkich okres radości, spokoju i bliskości. Dla wielu to czas, gdy z różnych powodów mierzą się z bólem - smutkiem, poczuciem braku, tęsknotą, wspomnieniem cierpienia. To czas przymusowego zatrzymania. Różne nasze przeżycia mogą próbować wtedy wołać o naszą uwagę. Dziś pozwólmy na to naszemu smutkowi.


Smutek nie jedno ma imię

Gdy otworzymy się na niego, smutek może przyjść pod różnymi postaciami: jako melancholia, głęboki smutek, czy bezbrzeżna wydawać by się mogło rozpacz. Niezależnie od jego nazwy, zazwyczaj go nie lubimy. Przypomina o tym, że straciliśmy coś cennego, że czegoś nam brakowało, lub – co gorsza – że może czegoś nigdy nie mieliśmy. Ta pamięć bywa niezwykle bolesna. 

Smutek - czuć czy nie czuć

Jeśli psychiczne cierpienie jest stosunkowo niewielkie lub umiarkowane, potrafimy je unieść, być może nawet zobaczyć wartość smutku. W końcu to on daje nam cenne informacje o nas i o tym, co dla nas ważne. Taki smutek możemy bezpiecznie dla nas wyrażać płacząc czy opowiadając o smutnym wydarzeniu komuś bliskiemu. Nie zostawia w nas śladu na dłużej.
Czasem jednak cierpimy tak bardzo, że zrobimy wszystko, by nie czuć. Ból psychiczny wydaje nam się tak zagrażający, że odcinamy się od niego. Zajmujemy uwagę czymś innym, topimy smutki w alkoholu. Na wszelki wypadek zakrywamy nasz odbiór świata lekką mgłą obojętności czy znieczulenia. Dystansujemy się od kontaktu z ludźmi, gdyż mogłoby to nas narazić na kolejne zranienie bądź niechciany, głębszy kontakt ze sobą. Zamrażamy czucie w ciele – od tej pory niektóre miejsca pozbawione będą kontaktu z nami, lub pozostanie w nich tylko pozornie niezwiązany z niczym ból. 

Smutek w ciele

Rozpoznając cielesną obecność niewyrażonego smutku w sobie szukajmy, gdzie mógł ulokować się niewyrażony płacz lub szloch. Może będzie to poczucie zatkania w okolicy zatok lub gardła, ból głowy. Ciało może być pozbawione sił, a twarz wyrazu. Dokuczać nam może kłucie, ciężar czy ucisk w okolicach mostka. Nierzadko ból dosłownie zabiera nam dech – staje się on płytki, nie dociera do brzucha, a całe ciało jest napięte.

Smutek jak studnia

Niestety, to przeżycie – zostawione, niezaopiekowane – nie zniknie. Prędzej czy później wróci do nas, lub regularnie odzywać się będzie przy różnych okazjach, które skojarzą się nam z bolesną sytuacją. Dobra wiadomość jest jednak taka, że płacz nie jest studnią bez dna – choć tak właśnie często nam się wydaje. Gdy smutek znajdzie ujście, dostanie możliwość pełnego przeżycia i wyrażenia, w końcu przeminie. Wymaga to czasu i dopuszczenia do siebie ogromu emocji. Być może poświęcimy na to wiele godzin łkania, jęku, płaczu i szlochu. Te doświadczenia będą jednak dla nas dobre, o ile nie będzie to płacz samotny, lecz taki, w którym można oprzeć się na kimś, spotkać z akceptacją i zrozumieniem. Nasz płacz potrzebuje zostać usłyszany i uznany. Droga nie jest łatwa, ani przyjemna. Na jej końcu czeka nas jednak ulga i spokój.

Ewa Borodo-Jaskólska, Ośrodek Psychoteapii W RELACJI

30 listopada 2016

Pielęgnuj w sobie wdzięczność






Listopad to dla wielu osób mało lubiany miesiąc. Ogołocone z liści drzewa, krótkie dni, dominująca wokół szarość i pochmurne niebo nie nastrajają pozytywnie. Wiele osób doświadcza obniżenia nastroju. Listopad to również miesiąc Święta Zmarłych, amerykańskiego Święta Dziękczynienia i polskich Andrzejek. To miesiąc długich wieczorów spędzanych w domu, we własnym towarzystwie, bo ze względu na chłód za oknem mamy mniejszą ochotę do opuszczania domowego zacisza. To dobry moment na zatrzymanie się, refleksję. Święta, o których wspomniałam mogą skłaniać do zadumy nad tym co było, co jest i co będzie, do przyjrzenia się sobie, swojemu życiu i podziękowania za dary, które otrzymujemy, i które sobie dajemy. Niech to będzie czas wdzięczności.
 

Wdzięczność – sposób na lepsze życie

Święto Dziękczynienia nie jest polskim świętem jednak każdy z nas może je wpisać do swojego osobistego kalendarza – co miesiąc, co tydzień a może nawet codziennie. Wdzięczność to pamięć o tym co otrzymaliśmy i chęć oddania tego dobra. Warto ją pielęgnować, nie tylko od święta. Warto z wielu powodów. Pielęgnowanie w sobie uczucia wdzięczności:

  • Poprawia nastrój, zwiększa optymizm, dodaje energii (co może się przydać nie tylko w listopadzie).
  • Redukuje ilość i intensywność przeżywanych nieprzyjemnych emocji, np. niechęci, frustracji, poczucia krzywdy, złości, zazdrości.
  • Obniża poziom odczuwanego stresu, podwyższa odporność, sprężystość emocjonalną
  • Pozytywnie wpływa na poczucie własnej wartości.
  • Sprawia, że mamy więcej dobrych wspomnień.
  • Przyczynia się do wzbogacenia i pogłębienia związków międzyludzkich: przyjaźni, relacji rodzinnych, intymnych.
  • Pozytywnie wpływa na zdrowie, redukuje nieprzyjemne symptomy fizyczne takie jak różne dolegliwości bólowe. Osoby doceniające to co mają w obszarze zdrowia fizycznego, bardziej dbają o siebie, np. są aktywniejsze fizycznie i zwracają większą uwagę na zdrową dietę.
  • Może przyczyniać się do zwiększonej produktywności i realizacji różnych celów, osobistych i zawodowych.

Wdzięczność na co dzień

Kiedy koncentrujesz się na tym czego nie masz, pojawia się napięcie, zatrzymujesz się, włączasz hamulce, nie posuwasz się naprzód, nie pozwalasz sobie doświadczać szczęścia. Zamiast skupiać się na brakach, niedostatkach, doznanych krzywdach może lepiej zrobić sobie osobistą burzę mózgu i zebrać to wszystko, za co możesz podziękować – sobie, innym ludziom, światu. 
  • Raz można sobie zrobić taką przekrojową listę obejmującą całe nasze życie. Jeśli to zadanie wydaje się zbyt trudne, można „zjeść słonia po kawałku” – zacząć, zapisać kilka rzeczy a potem wracać do tej osobistej „mapy powodów do wdzięczności”, czytać ją i nanosić na nią kolejne punkty, tak aby mapa stawała się coraz dokładniejsza. Taka mapa dotyczy przeszłości. A co z teraźniejszością?
  • Można prowadzić swoisty „dziennik wdzięczności i podziękowań”. Codziennie, na koniec dnia, przywołaj minimum jedną rzecz, która się wydarzyła, i za którą chciałbyś podziękować. Nie zapominaj przy tym, że podziękować możesz również samemu sobie.  
Osoby prowadzące taki dziennik wdzięczności doświadczają wielu pozytywnych skutków, np. czują się lepiej, lżej, dostrzegają więcej pozytywów, lepiej sobie radzą w trudnych sytuacjach, przestają traktować dobre rzeczy w życiu jako coś oczywistego, doceniają je bardziej.

Wdzięczność i psychoterapia

Praca nad rozwijaniem poczucia wdzięczności może być jednym z elementów procesu psychoterapii. Pierwszym krokiem do budowania poczucia wdzięczności jest uważność, dostrzeganie rzeczy, za które możemy podziękować, nie traktowanie ich jako czegoś, co się nam po prostu należy. Terapeuta może pomagać klientowi dostrzegać i uczyć się doceniać to co pozytywne w jego życiu. Może zachęcać do prowadzenia dziennika czy pisania listów wyrażających wdzięczność, do wyrażania wdzięczności za różne rzeczy w trakcie sesji. Rozwijanie w sobie poczucia wdzięczności wymaga pewnej dyscypliny i czasem łatwiej to zrobić wspólnie z drugą osobą. Poczucie wdzięczności może się również pojawiać w relacji między terapeutą a klientem i być punktem wyjścia do rozwijania przez klienta wdzięczności w relacji z innymi ludźmi i z sobą samym.